Ponieważ robię grilla raz w roku, wypada zaprosić wszystkich. Absolutnie wszystkich. Ponadto, okazja jest na tyle wyjątkowa, że można liczyć, iż wszyscy zaproszeni ruszą swoje leniwe dupy i przyjdą chociaż ten jeden raz. Chociaż i tak rekord Game of Grill 2014 nie został pobity... Chyba do kolejnej edycji muszę poznać więcej ludzi... :-p
Nadziewanie na patyczki poszło sprawnie, ludzie przyszli tłumnie, przynieśli różne fajne prezenty, ale najlepsza okazała się CZORNA ŚWINIA robiąca chrum chrum. Teoretycznie przeznaczona dla psa, nadaje się także dla zabawy dla grillowiczów. Niestety, pod koniec imprezy chrumkała już jakoś mniej. Czego pies nie zepsuje, tego dokonają człowieki.
Grill palił się nieprzerwanie od 19 do 2 w nocy. Ostatni szaszłyk zniknął o 2:00, co napawa mnie radością (bo inaczej jadłabym je przez najbliższy tydzień) oraz dumą (no bo chyba smakowały, nie? Do tego pogoda dopisała, mimo iż przez pierwszą połowę dnia lało. Grill można uznać za odbyty i udany w 100%! I prawie wcale nie było disco polo. ;-D



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu