Czwarty dzień naszej bieszczadzkiej zaczęłyśmy na spokojnie, od śniadania w Kremenarosie. Milena jadła bułeczki, a mnie już nóżki swędziały, bo przed nami najsłynniejszy szczyt Bieszczad: Tarnica! Opiewana przez poetów, wieszczów, a nawet papieża. Tylko jakoś kurde nie wspominali o tysiącu wycieczek, które przypadkiem też zmierzały akurat tam... Pustka na zdjęciach to złudzenie optyczne, zachodzące między jedną a drugą turą wycieczkowiczów (jednak nie posunęłam się do usuwania ludzi w photoshopie xD).
![]() |
| Piękne widoki. Co jakiś czas wysyłałam fotki do dziewczyn w pracy, żeby wiedziały, że jeszcze żyję XD |

Czas na długą drogę w dół. O wiele lepiej po tych schodach schodzić, niż na nie wchodzić (czyli polecam wejście od Ustrzyk w stronę Wołosatego). Po drodze mijaliśmy wspomnianych turystów w dziwnym obuwiu, ale hitem była grupka młodzieńców, którzy polegli jakieś 500 m od bramy na szlak w ogóle. Nie, nie wejścia pod górkę. 500 METRÓW PRZEZ ŁĄKĘ. Kończyły się im już zapasy wody i musieli przysiąść na ławce. Gdy zapytali, czy daleko jeszcze, wybuchnęłyśmy (nieco histerycznym) śmiechem.
Przy samej bramie inne kwiatki, np. pani w baletkach z yorkiem, która zawróciła, bo pieseczek nie za bardzo dawał radę wskakiwać na skały. Dyskutowała z inną panią z pieseczkiem, która była oburzona zakazem wprowadzania psów do parku narodowego. "Przecież on nie zarazi niczym tych wilków, jest szczepiony!!!" XD
Dlatego preferuje miejsca i godziny odludne.
![]() |
| Ścieżka zaczyna się od razu z grubej rury - a raczej, grubego strumienia. Na wejściu przeprawa przez rzeczkę. Szlaki konne oznaczone są pomarańczową kropką. |
![]() |
| OGIER Wag-W |
Nie zabawiłyśmy długo w noc, ponieważ miałyśmy zaplanowany kolejny dzień pełen wrażeń. Ale towarzystwo było bardzo sympatyczne i pewnie można by siedzieć do rana. Jak to jest, że w górach zawsze znajdą się jacyś fajni ludzie? :-D
Zmęczone tłokiem i upałem postanowiłyśmy wyruszyć następnego dnia wcześnie rano...
CDN...






























