Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

Bieszczady (odcinek 4)


- No, to dziś Tarnica, a jutro chcemy zrobić obydwie Połoniny - odpowiedziałyśmy starszemu małżeństwu, które spotkałyśmy na szlaku.
- Obydwie? W jeden dzień? Nie dacie rady...
- Cooo... MY nie damy rady?! - oburzyłam się. Milena wyglądała na nieco mniej oburzoną, ale nie dała po sobie poznać, że traci wiarę w nasze siły słysząc podobny tekst już któryś raz. Zatem nastał dzień piąty, a z nim morderczy plan: Ustrzyki Górne - Połonina Caryńska - Połonina Wetlińska - Wetlina...

Komu w drogę, temu poranek. Może nie wyruszyłyśmy jakoś niemożebnie wcześnie - przed 8:00 - ale i tak
starczyło, aby uniknąć największego stłoczenia. Zatem dobytek na plecy i żegnamy Kremenarosa, w którym
spędziłyśmy dwie noce...

Choć było wcześnie, słońce było już wysoko i grzało, zapowiadając upalny dzień.
Szybko pozbyłyśmy się długich spodni.

Milena lansuje się w butach, z których wszystko spływa jak po kaczce.

Nie nazwałabym siebie rannym ptaszkiem, ale w letnich porankach jest coś cudownie pięknego...

Tak się chodzi po szlaku, jak nikt nie patrzy XD
W lesie prowadzącym do szlaku na Połoninę było już
duszno i gorąco mimo wczesnej pory. 


Nasz cel!

Rzut oka w tył ;-) 



No i jesteśmy w najwyższym punkcie połoniny. Szybkie śniadanko,
szybki sms z meldunkiem ze szczytu
i można ruszać dalej.

Tam zmierzamy!



Wyprane spodenki najszybciej wyschną przyczepione do plecaka
i owiewane bieszczadzkim wiatrem :-D

Milena się wyforsowała do przodu!


Dać na chwilę aparat Milenie... XD

TO JA, wlazłam.


Widoczki widoczkami, ale już droga prowadzi dalej, w dół, pomiędzy jedną a drugą połoninę.

Przystanek pomiędzy jedną a drugą połoniną. Szlak powoli zaludnia się, temperatura rośnie, a piwa brak XD

Podejście na połoninę wetlińską to głównie trasa leśna. No i dobrze, bo słońce już było wysoko na niebie
i każdy krzaczek był źródłem przyjemnego cienia. Tu już prawie na górze przy Chatce Puchatka.




     Widać czubek Chatki Puchatka, chyba najsłynniejszego, a na pewno najwyżej położonego bieszczadzkiego schroniska. Z powodu trudnego dostępu warunki są więcej niż skromne: brak bieżącej wody i prądu, mało miejsc noclegowych, wychodek zamiast kibelka. Ten ascetyzm ma pewne uroki, aczkolwiek nie ma to jak prysznic po całym dniu zapierdalania po górach...


Chatka Puchatka w całej (niedużej) okazałości.

W środku :-D

Oczywiście ledwo usiadłam na dupie, a już musiałam patrzeć,
gdzie szlak prowadzi dalej. Można iść na Smerek (nasz plan), albo zejść na dół.

Na tarasie widokowym dołączył do nas ponownie Tomek, którego spotkałyśmy na wcześniejszym postoju.
Tomek okazał się godnym przeciwnikiem w konkurencji zapierdolingu szlakowego <3 


Wychodek :-D 


Ruszamy! Od tej pory będzie już mało zdjęć. Podziękujcie Tomkowi, który tak zapierdalał, że
zrobiliśmy szlak w połowie normy czasu XD ja to przynajmniej się musiałam zatrzymywać, żeby
napić się wody, a on ciągnął rurką prosto z plecaka...





Zapierdalał tak szybko, że nawet zdążył wleźć w kadr XD
CIEKAWOSTKA: Tomek jest prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która ma problem
ze złapaniem podwózki w podkarpackim.



No i w czasie rekordowym zeszliśmy do Wetliny, niestety Milena nam się po drodze zapodziała. Już się zastanawiałam, czy kupić Żubra i lecieć na ratunek, gdy wyłoniła się i zawołała z przejęciem:
- A ja widziałam NIEDŹWIEDZIA!!!
- Jak to?!
- Szłam już na dół przez las. Nikogo przede mną, nikogo za mną, no ale blisko już wsi, to bezpiecznie. I nagle patrzę... coś wielkiego, pochylonego przedziera się przez krzaki... jakiś wielki czarny kształt... prosto na mnie!!! Zamarłam w bezruchu... normalnie nie mogłam mrugnąć nawet...
- Jezus Maria, i co dalej!??!!
- I nagle patrzę, a to koleś w ciemnej koszulce, z wielkim czarnym plecakiem na plecach, który próbował wydostać się z krzaków, w które poszedł na sranie. Ale przynajmniej już wiem, jak zareagowałabym na niedźwiedzia i nie byłaby to ucieczka...

No co, ja bym zaliczyła Milenie to jako niedźwiedzia, no nie? :-D



Przerwa pod sklepem :-D


    Co prawda mieliśmy zarezerwowany nocleg gdzie indziej, ale jak się rozsiedliśmy pod tym sklepem w Wetlinie, to po 26 km trasy nie chciało już nam się nigdzie ruszać. Przenocowaliśmy w Schronisku Młodzieżowym. Że tak powiem, co się działo w Wetlinie, zostaje w Wetlinie, jednak wskutek zaskakujących okoliczności (:P) kolejny dzień zaczął się dla mnie wyjątkowo wcześnie.
  Do zobaczenia w kolejnym odcinku!

CDN....

Bieszczady (odcinek 3)


    Czwarty dzień naszej bieszczadzkiej zaczęłyśmy na spokojnie, od śniadania w Kremenarosie. Milena jadła bułeczki, a mnie już nóżki swędziały, bo przed nami najsłynniejszy szczyt Bieszczad: Tarnica! Opiewana przez poetów, wieszczów, a nawet papieża. Tylko jakoś kurde nie wspominali o tysiącu wycieczek, które przypadkiem też zmierzały akurat tam... Pustka na zdjęciach to złudzenie optyczne, zachodzące między jedną a drugą turą wycieczkowiczów (jednak nie posunęłam się do usuwania ludzi w photoshopie xD).

Milena i zapoznany na szlaku kozic Andrzej. Kozic Andrzej to szalony człowiek, wybrał się w trasę bez mapy.
Nadłożył przez to jakieś 15 km trasy, co odkrył dopiero po spojrzeniu na naszą mapę. Jedynym celem jego
wędrówki było odnalezienie leśniczówki, w której zostawił swój motor...


W oddali charakterystyczny szczyt Tarnicy.






Krzemieniec


Andrzej i ja :-D


Piękne widoki. Co jakiś czas wysyłałam fotki do dziewczyn w pracy, żeby wiedziały, że jeszcze żyję XD


A to prawdziwe oblicze turystycznego najazdu :-D Na sam szczyt góry prowadzą schody. Niby że takie ułatwienie...
Stąd obecność turystów w klapkach i trampkach, niosących na plecach małe, płaczące wniebogłosy dzieciaczki....


Tak właśnie powstają te cudowne zdjęcia XD



   Czas na długą drogę w dół. O wiele lepiej po tych schodach schodzić, niż na nie wchodzić (czyli polecam wejście od Ustrzyk w stronę Wołosatego). Po drodze mijaliśmy wspomnianych turystów w dziwnym obuwiu, ale hitem była grupka młodzieńców, którzy polegli jakieś 500 m od bramy na szlak w ogóle. Nie, nie wejścia pod górkę. 500 METRÓW PRZEZ ŁĄKĘ. Kończyły się im już zapasy wody i musieli przysiąść na ławce. Gdy zapytali, czy daleko jeszcze, wybuchnęłyśmy (nieco histerycznym) śmiechem.

   Przy samej bramie inne kwiatki, np. pani w baletkach z yorkiem, która zawróciła, bo pieseczek nie za bardzo dawał radę wskakiwać na skały. Dyskutowała z inną panią z pieseczkiem, która była oburzona zakazem wprowadzania psów do parku narodowego. "Przecież on nie zarazi niczym tych wilków, jest szczepiony!!!" XD

    Dlatego preferuje miejsca i godziny odludne. 

Przerwa obiadowa w Wołosate. Oczywiście koteły wygłaskane :3 

Oczywiście nie mogłyśmy pominąć Stadniny Zachowawczej Konia Huculskiego w Wołosate :-D

Ścieżka zaczyna się od razu z grubej rury - a raczej, grubego strumienia. Na wejściu przeprawa przez rzeczkę.
Szlaki konne oznaczone są pomarańczową kropką.

Marzył nam się widok hucułów i huculątek hasających po połoninach. I takież widoki w istocie istnieją.
Ale AKURAT WTEDY musieli przestawiać kwatery, więc AKURAT PODCZAS NASZEJ WIZYTY wszystkie
klacze ze źrebakami były tymczasowo spędzone na smutny, betonowy wybieg... :-(



OGIER Wag-W

Sympatyczna stajenka dla koni użytkowanych pod siodłem.


Wieczorem oczywiście czas na piwko (nie, żeby w ciągu dnia nie był czas XD)
Tak jak w Cisnej nie mogłyśmy nie wejść do Siekierezady, tak w Ustrzykach Górnych pozycją
obowiązkową jest Bieszczadzka Legenda :-D


A co w środku? OGNISKO!
Wielkie palenisko obudowane ławkami.


Widząc te wszystkie malunki cały czas myślałam o tym, jak bardzo spodobałyby się Heniowi :-D


Milena szuka najlepszej miejscówki :-D

     Nie zabawiłyśmy długo w noc, ponieważ miałyśmy zaplanowany kolejny dzień pełen wrażeń. Ale towarzystwo było bardzo sympatyczne i pewnie można by siedzieć do rana. Jak to jest, że w górach zawsze znajdą się jacyś fajni ludzie? :-D
    Zmęczone tłokiem i upałem postanowiłyśmy wyruszyć następnego dnia wcześnie rano...

CDN...