Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołosate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołosate. Pokaż wszystkie posty

Bieszczady (odcinek 3)


    Czwarty dzień naszej bieszczadzkiej zaczęłyśmy na spokojnie, od śniadania w Kremenarosie. Milena jadła bułeczki, a mnie już nóżki swędziały, bo przed nami najsłynniejszy szczyt Bieszczad: Tarnica! Opiewana przez poetów, wieszczów, a nawet papieża. Tylko jakoś kurde nie wspominali o tysiącu wycieczek, które przypadkiem też zmierzały akurat tam... Pustka na zdjęciach to złudzenie optyczne, zachodzące między jedną a drugą turą wycieczkowiczów (jednak nie posunęłam się do usuwania ludzi w photoshopie xD).

Milena i zapoznany na szlaku kozic Andrzej. Kozic Andrzej to szalony człowiek, wybrał się w trasę bez mapy.
Nadłożył przez to jakieś 15 km trasy, co odkrył dopiero po spojrzeniu na naszą mapę. Jedynym celem jego
wędrówki było odnalezienie leśniczówki, w której zostawił swój motor...


W oddali charakterystyczny szczyt Tarnicy.






Krzemieniec


Andrzej i ja :-D


Piękne widoki. Co jakiś czas wysyłałam fotki do dziewczyn w pracy, żeby wiedziały, że jeszcze żyję XD


A to prawdziwe oblicze turystycznego najazdu :-D Na sam szczyt góry prowadzą schody. Niby że takie ułatwienie...
Stąd obecność turystów w klapkach i trampkach, niosących na plecach małe, płaczące wniebogłosy dzieciaczki....


Tak właśnie powstają te cudowne zdjęcia XD



   Czas na długą drogę w dół. O wiele lepiej po tych schodach schodzić, niż na nie wchodzić (czyli polecam wejście od Ustrzyk w stronę Wołosatego). Po drodze mijaliśmy wspomnianych turystów w dziwnym obuwiu, ale hitem była grupka młodzieńców, którzy polegli jakieś 500 m od bramy na szlak w ogóle. Nie, nie wejścia pod górkę. 500 METRÓW PRZEZ ŁĄKĘ. Kończyły się im już zapasy wody i musieli przysiąść na ławce. Gdy zapytali, czy daleko jeszcze, wybuchnęłyśmy (nieco histerycznym) śmiechem.

   Przy samej bramie inne kwiatki, np. pani w baletkach z yorkiem, która zawróciła, bo pieseczek nie za bardzo dawał radę wskakiwać na skały. Dyskutowała z inną panią z pieseczkiem, która była oburzona zakazem wprowadzania psów do parku narodowego. "Przecież on nie zarazi niczym tych wilków, jest szczepiony!!!" XD

    Dlatego preferuje miejsca i godziny odludne. 

Przerwa obiadowa w Wołosate. Oczywiście koteły wygłaskane :3 

Oczywiście nie mogłyśmy pominąć Stadniny Zachowawczej Konia Huculskiego w Wołosate :-D

Ścieżka zaczyna się od razu z grubej rury - a raczej, grubego strumienia. Na wejściu przeprawa przez rzeczkę.
Szlaki konne oznaczone są pomarańczową kropką.

Marzył nam się widok hucułów i huculątek hasających po połoninach. I takież widoki w istocie istnieją.
Ale AKURAT WTEDY musieli przestawiać kwatery, więc AKURAT PODCZAS NASZEJ WIZYTY wszystkie
klacze ze źrebakami były tymczasowo spędzone na smutny, betonowy wybieg... :-(



OGIER Wag-W

Sympatyczna stajenka dla koni użytkowanych pod siodłem.


Wieczorem oczywiście czas na piwko (nie, żeby w ciągu dnia nie był czas XD)
Tak jak w Cisnej nie mogłyśmy nie wejść do Siekierezady, tak w Ustrzykach Górnych pozycją
obowiązkową jest Bieszczadzka Legenda :-D


A co w środku? OGNISKO!
Wielkie palenisko obudowane ławkami.


Widząc te wszystkie malunki cały czas myślałam o tym, jak bardzo spodobałyby się Heniowi :-D


Milena szuka najlepszej miejscówki :-D

     Nie zabawiłyśmy długo w noc, ponieważ miałyśmy zaplanowany kolejny dzień pełen wrażeń. Ale towarzystwo było bardzo sympatyczne i pewnie można by siedzieć do rana. Jak to jest, że w górach zawsze znajdą się jacyś fajni ludzie? :-D
    Zmęczone tłokiem i upałem postanowiłyśmy wyruszyć następnego dnia wcześnie rano...

CDN...