102 dni do wiosny

   Wczoraj odbyło się wielkie piernikowanie u Agaty... jak myślicie, ile ciasteczek powstaje z 5 kg ciasta? Zdecydowanie ZA DUŻO...



   Robienie i ozdabianie pierników przez 8 godzin jest bardzo męczące. Na szczęście nie musiałam wałkować ciasta ani wycinać kształtów, bo robiłam to nieudolnie i mama Agaty wygoniła mnie z kuchni (pamiętajcie: jeśli kilka razy zrobicie coś wystarczająco źle, jest duża szansa, że już was o to nie poproszą).

Moje dzieła (z początku, jak jeszcze chciało mi się robić
coś więcej niż maznąć lukrem i sypnąć posypką)
   W końcu zrozumiałam, dlaczego robi się je tylko raz w roku - po prostu potrzeba roku, aby zapomnieć o pierniczkowej traumie...

   Przestało wiać i pojechałam do stajni, a tam drobny kataklizm.

Parafrazując tekst piosenki: "Rozwaliło mi lonżownik, rozwaliło, cóż zrobiłaś
ty rozwalająca siło? Komu jestem winien co, że spotkało mnie to zło?"
  Konie zadowolone łażą po śniegu. Blanka oblizała cały koniowiąz, niedługo nie będę musiała przywiązywać konia uwiązem, bo mu język do rury przymarznie. A teraz czas się ogarnąć, wypić kawę i poprawić do końca magisterkę, bo jutro operacja druk! :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu