91 dni do wiosny

   Nowy popręg wystarcza w zupełności, w zasadzie koń jakoś tak chudnie z jazdy na jazdę... jutro wyruszam wcześnie rano, aby uniknąć czynników przykrych. 
   Next week quest: forest trip :)
   Właśnie skończyłam sprzątać kuchnię przy majestatycznych dźwiękach gotyckich chórów, a teraz biorę się za robienie (= odgrzewanie) obiadu, jestem dziś perfekcyjną panią domu. A wszystko dlatego, że wigilia, która miała być organizowana u Marzeny jutro, przeniosła się do mnie na dziś. To na pewno jakieś tajemnicze sztuczki Time Lordów. Ale to i dobrze, bo jutro urodzinowy balik Jacentego. Na szczęście jedynym obowiązującym przebraniem są kapcie. 
   Jak znowu będę musiała stawiać flaszkę, to zbankrutuję. Już nawet dziś oszczędziłyśmy czasu i pieniędzy na pączki (Karina zazdrości mi kindla, a nawet nie dałam jej pomacać. Jak dam to już w ogóle zzielenieje. W ETUI Z LAMPECZKĄ). 
   Być może człowiek-siodło będzie niedługo i przywiezie na próbę siodło 15,5" o rozmiarze łęku XL. Nawet nie robię sobie nadziei, że będzie idealnie leżeć, ale zawsze będzie jakimś punktem odniesienia. Na razie jeżdżę w 18" i mam tybinkę do kostek... Pozwolę sobie tego NIE obrazować zdjęciami. ;)

Oj, Seniorita... najwyższy czas na fryzjera!

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu