53 dni do wiosny

   Ślizgawka nadal trzyma, wszystko pokryte lśniącą warstewką lodu. Ale Dorota nie należy do tych, którzy łatwo się poddają. Nie przeraziła jej nawet stromizna skweru przy Kupcu Wielkopolskim. Hyc, hyc, przeskakuje z kępki trawy na kępkę, rączo niczym górska kozica. W pędzie mija staruszkę, która powoli schodzi oblodzoną ścieżką. Niestety, wdzięk podskoków Doroty nie wzbudził zachwytu starszej pani, która w głos dała wyraz dezaprobacie:
- Patrzcie, jak ona sobie zapierdala... a ja tu ledwo idę!!!
   Sorry, taki mamy klimat... ;)   

   Jak nie ma materiału na bloga, to wystarczy wpaść w odwiedziny do Mileny... Ale po kolei ;)
   Przede wszystkim chciałam wszystkim oznajmić, że to nie ja stłukłam kieliszek. Kot Czaki zwęszył pokarmy i wbił do nas na imprezę. Kręcił się to tu, to tam, mruczał, gadał, połasił się do Dagi i dostał chipsa. Wzięłam go na kolana, gdzie od razu umościł się wygodnie i zamruczał. Niestety, kiedy chciał się obrócić na drugi boczek, okazało się, że moje nogi oferują za mało miejsca na takie manewry. Po kilku nieudanych próbach przeturlania się, przezwyciężył lenistwo i wstał. Zrzucając ogonem kieliszek i wylewając wszystko na mnie. I teraz muszę wysłuchiwać, że jak się mnie zaprosi, to robię rozróbę i tłukę szkło. Jeszcze raz mówię, że TO WINA KOTA.

Tak naprawdę, to było tak.

  Jak to zwykle przy takich okazjach, wzięło nas na wspominki z czasów trzcianeckich. O Kobrze, o ręce szkieletu, o tym, jak Milena chowała się za szafą, a Kurak w łazience... o znaleziskach w stołówkowym jedzeniu, przygodach skacowanej wychowawczyni i tak dalej. Kasia - obecna uczennica technikum - uznała, że tylko za naszych czasów było tak fajnie, a teraz nie ma tak barwnych postaci jak nasza paczka. I prawie byśmy w to uwierzyły, gdyby nie opowieść o penisie. 
- Na osiemnastkę dostałam takiego małego penisa - zwierza się Kasia. - Wiecie, takiego gumowego, co jak się nim rzucało, to się przyklejał. Wieczorem rzucałyśmy nim między sobą w pokoju i Marysia się wkurzyła, bo chciała już spać, a tu penis lata i lata... no to rzuciła do góry, żeby się przykleił do sufitu i żebyśmy nie mogły go zdjąć. I tak się przykleił, wiecie, za jajka. Jak zobaczyłyśmy, jak on tak zwisa, to dostałyśmy ataku śmiechu. Na to weszła kierowniczka, żeby zabrać klucz i nie wiedziała, o co chodzi... dopóki nie spojrzała do góry... a tam... [tu przerywamy transmisję na chwilę, ponieważ my również dostałyśmy histerycznego napadu radości]. 
- Od tego ciągłego rzucania niestety penis się zepsuł. Zrobiła się w nim dziura, wypadło to takie ze środka i zrobił się sflaczały. Już myślałyśmy, że nie będzie z niego pożytku, kiedy odkryłyśmy, że dzięki dziurce można założyć go na klamkę. Pasował idealnie! I tak co wieczór, kiedy Marysia wracała od swojego chłopaka, natykała się na zatkniętego na klamkę penisa. Zdegustowana, z obrzydzeniem zdejmowała Dildusia (tak miał na imię) i rzucała go precz. Pewnego razu zapomniałyśmy, że Marysia nie wróci na noc, i znowu kierowniczka przyszła wieczorem po klucz i... ciekawe, co ona sobie o nas pomyślała... w każdym razie, skonfiskowała Dildusia. I nigdzie nie możemy go znaleźć! Ale kiedy patrzymy, jak kierowniczka mości się zadkiem na krześle, to mamy pewne podejrzenia... 

   No, to kończę, bo w końcu w gościach jestem i do przeczytania jutro ;)
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu