Ślizgawka nadal trzyma, wszystko pokryte lśniącą warstewką lodu. Ale Dorota nie należy do tych, którzy łatwo się poddają. Nie przeraziła jej nawet stromizna skweru przy Kupcu Wielkopolskim. Hyc, hyc, przeskakuje z kępki trawy na kępkę, rączo niczym górska kozica. W pędzie mija staruszkę, która powoli schodzi oblodzoną ścieżką. Niestety, wdzięk podskoków Doroty nie wzbudził zachwytu starszej pani, która w głos dała wyraz dezaprobacie:
- Patrzcie, jak ona sobie zapierdala... a ja tu ledwo idę!!!
Sorry, taki mamy klimat... ;)
Jak nie ma materiału na bloga, to wystarczy wpaść w odwiedziny do Mileny... Ale po kolei ;)
Przede wszystkim chciałam wszystkim oznajmić, że to nie ja stłukłam kieliszek. Kot Czaki zwęszył pokarmy i wbił do nas na imprezę. Kręcił się to tu, to tam, mruczał, gadał, połasił się do Dagi i dostał chipsa. Wzięłam go na kolana, gdzie od razu umościł się wygodnie i zamruczał. Niestety, kiedy chciał się obrócić na drugi boczek, okazało się, że moje nogi oferują za mało miejsca na takie manewry. Po kilku nieudanych próbach przeturlania się, przezwyciężył lenistwo i wstał. Zrzucając ogonem kieliszek i wylewając wszystko na mnie. I teraz muszę wysłuchiwać, że jak się mnie zaprosi, to robię rozróbę i tłukę szkło. Jeszcze raz mówię, że TO WINA KOTA.
![]() |
| Tak naprawdę, to było tak. |
Jak to zwykle przy takich okazjach, wzięło nas na wspominki z czasów trzcianeckich. O Kobrze, o ręce szkieletu, o tym, jak Milena chowała się za szafą, a Kurak w łazience... o znaleziskach w stołówkowym jedzeniu, przygodach skacowanej wychowawczyni i tak dalej. Kasia - obecna uczennica technikum - uznała, że tylko za naszych czasów było tak fajnie, a teraz nie ma tak barwnych postaci jak nasza paczka. I prawie byśmy w to uwierzyły, gdyby nie opowieść o penisie.
- Na osiemnastkę dostałam takiego małego penisa - zwierza się Kasia. - Wiecie, takiego gumowego, co jak się nim rzucało, to się przyklejał. Wieczorem rzucałyśmy nim między sobą w pokoju i Marysia się wkurzyła, bo chciała już spać, a tu penis lata i lata... no to rzuciła do góry, żeby się przykleił do sufitu i żebyśmy nie mogły go zdjąć. I tak się przykleił, wiecie, za jajka. Jak zobaczyłyśmy, jak on tak zwisa, to dostałyśmy ataku śmiechu. Na to weszła kierowniczka, żeby zabrać klucz i nie wiedziała, o co chodzi... dopóki nie spojrzała do góry... a tam... [tu przerywamy transmisję na chwilę, ponieważ my również dostałyśmy histerycznego napadu radości].
- Od tego ciągłego rzucania niestety penis się zepsuł. Zrobiła się w nim dziura, wypadło to takie ze środka i zrobił się sflaczały. Już myślałyśmy, że nie będzie z niego pożytku, kiedy odkryłyśmy, że dzięki dziurce można założyć go na klamkę. Pasował idealnie! I tak co wieczór, kiedy Marysia wracała od swojego chłopaka, natykała się na zatkniętego na klamkę penisa. Zdegustowana, z obrzydzeniem zdejmowała Dildusia (tak miał na imię) i rzucała go precz. Pewnego razu zapomniałyśmy, że Marysia nie wróci na noc, i znowu kierowniczka przyszła wieczorem po klucz i... ciekawe, co ona sobie o nas pomyślała... w każdym razie, skonfiskowała Dildusia. I nigdzie nie możemy go znaleźć! Ale kiedy patrzymy, jak kierowniczka mości się zadkiem na krześle, to mamy pewne podejrzenia...
No, to kończę, bo w końcu w gościach jestem i do przeczytania jutro ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu