Wczoraj koń był zdegustowany zachowaniem dwunogów, które miast jeździć jak na normalne dwunogi przystało, woziły się na oklep i robiły woltyżerkę. Karina prawie udało się stanąć w skarpetkach na blankowym grzbiecie, ale w tej sekundzie Blanka postanowiła się nachylić, aby powąchać leżące na ziemi buty. Równowaga została zachwiana i piramida runęła!
Potem pani fryzjer nadała Blaneczce sportowy look. (Ja byłam u fryzjera w środę, więc żeby nie było, że o siebie dbam, a koń chodzi z włosiem jak stara szczotka). Bo jeśli już koń jest zirytowany i głodny, to może chociaż ładna fryzura poprawi mu humor?
Ćwiczę się na mistrza zen. Minął już czas, kiedy czyjaś opinia mogła mnie zranić. To miłe, tak sobie znienacka uświadomić. A niech sobie gadają, co chcą, komunikat więcej świadczy o jego nadawcy, niż o tym, kogo rzekomo dotyczy. Jeśli ktoś sam kopie pod sobą dołek, to tylko do siebie może mieć pretensje, że w niego wpadł.
Wciągnęłam się w Sherlocka, jest takim miksem wiecznie podekscytowanego 10-tego i zgryźliwego Housa. Postać fajna - no, może momentami przerysowana - ale nadal podtrzymuję moją opinię, że takich socjopatów to dobrze tylko w serialach oglądać, a nie w życiu prywatnym. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu