Oto, jak przebiega impreza made by Henry:
Wczoraj pisała, że koniecznie muszę przyjść, bo będzie tylu gości: Zocha, Danka z kimś, Piotrek ze swoimi znajomymi, a jak się wszyscy zgromadzimy, to pojedziemy do Olgi, która ma u siebie imprezę stolarską (tzn. przywieszają półki). A poza tym mam przyjechać zobaczyć nowego psa.
No to się zawinęłam, piżamę i szczoteczkę do zębów spakowałam, po drodze kupiłam wielką paczkę czipsów i ciastka. Wbijam do Henia, a tam... pusto. To znaczy a jakże, piesek był, bardzo sympatyczny bokser. Nagle okazało się, że niestety... nikt nie mógł przyjść. Do Olgi mamy pociąg o 22:45, co jeszcze byłoby znośne, ale powrotny był o 5 rano, co było totalnie nie do zaakceptowania. Zatem siedzieliśmy we trójkę z piesełem i oglądaliśmy "Leona zawodowca", aby Heniu nie mógł mi dokuczać, że nigdy tego nie widziałam. Teraz będzie musiała znaleźć sobie nowe pole do popisu, jeśli chodzi o dokuczanie.
Miałam pojechać do domu, ale tak jakoś znalazłam się w stajni, to już polonżowałam... ;)
Zocha miała wyrwany ząb, spuchła i wygląda jak chomik, a ja tego nawet nie mogę zobaczyć :<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu