Turowo majówkowo

   Majówka w Turowie zaliczona. Pudełko Dagmary, które u mnie zostawiła w kwietniu, teraz leży sobie u Mileny w kuchni. Zostałam Mistrzem Barbecue i Nadwornym Obracaczem Szaszłyków (nie, żeby mnie ciągnęło do kulinariów, po prostu przy grillu było nieco cieplej). Cayenne została potraktowana alkoholem z zewnątrz i od wewnątrz. Tradycyjnie spałam w dziurze za łóżkiem, zepchnięta przez sprzymierzone siły trójki współspaczy. Pan M. nagrzebał w moim czytniku - chyba skasował wiedźmina - ale w zamian wgrał mi nowe ebooki... oryginalne, kupione... tego jeszcze mój kindle nie zaznał :D Zostały ułożone biznesplany dla hodowli kotów, świnek morskich oraz tresowanych smoków. 
   


   Zostałam wczoraj wyciągnięta na rolki, niestety, Justyna nie okazała się godnym przeciwnikiem. Dobrze, że miała ochraniacze na wszystkim. Agata towarzyszyła nam pieszo, ponieważ kółka jej odpadły i nie kupiła nowych, bo bardziej się opłaca kupić nowe rolki niż same kółka (tak jak z kupowaniem drukarki i oryginalnych tonerów). I tak jak zwykle gimbaza wylądowała u Marzeny, gdzie zrobiliśmy grilla bez grilla (widzisz, Milena? DA SIĘ!). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu