Weekend u Mileny jak zwykle pozytywny, poza tym, że na gminnym Dniu Dziecka musiałam pomalować twarze dzieciom z całej gminy, w tym także oślinionego synka dra Maślaka. Tymczasem Loczek chodził pomiędzy ludźmi i powtarzał mój dowcip z rana:
- Maja, a co będziesz malować tym dzieciom?
- No jak to co... RYJE!
Drugim drobnym powodem do niezadowolenia była nieobecność PKSa, ale na szczęście do Poznania odwiózł mnie wesoły autobus :D




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu