Z racji tego, że Dorota dostała nową pracę, poszłyśmy to uczcić i posiedzieć w jakichś krzakach. Tak oto znalazłyśmy się nad Strzeszynkiem. Siedzimy sobie, nagle coś nam przeleciało pod nogami... i tak okazało się, że siedzimy w sąsiedztwie mysiej norki :D Mysz nic sobie nie robiła z naszej obecności, dopóki się nie ruszałyśmy, łaziła nam między stopami. Wzięła też od nas kawałek jabłka!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu