Pajonk

    Pojechałyśmy dziś z Dagą do stajni, żeby zrobić próby zginania, no i - co było do przewidzenia - koń kuleje na łukach na prawy przód. :-(

    Potem pojechałyśmy do Mileny zrobić paznokcie i niestety w drodze powrotnej przeżyłam straszliwą traumę (miałam wrażenie, że Dagmara nieco mniejszą ;p). Wracamy, już ciemno, wnętrze samochodu co jakiś czas oświetlają wyprzedzające nas auta. Nagle... pod przednią szybą widzę... WIELKIE WŁOCHATE KOŃCZYNY I ODWŁOK.
- OMG, Daga, widziałaś to?
- Co?
- WIELKI PAJĄK!!!
- E, to tylko cień, pewnie jest na zewnątrz...
    W tej sekundzie oświetlił nas reflektor i ukazał wielkiego, tłustego, zmutowanego pająka. W środku. Z nami. Po ciemku.
    Przez całą drogę lokalizowałam intruza, który przechadzał się wzdłuż przedniej szyby, raz w moją stronę, raz w stronę Dagi. Przeżyłam chwilę grozy, kiedy wlazł na podsufitkę i zniknął z pola widzenia.
- Daga, ale jak sytuacja zrobi się krytyczna, to zjeżdżamy na pobocze... nie chcę zginąć w wypadku spowodowanym przez pająka!
Na szczęście nie było tak dramatycznie. Ale kiedy byłyśmy już pod moim domem, na wysokości wysepki przy pasach, pająk pojął, że to JEGO OSTATNIA SZANSA aby skoczyć na moją piękną, nową spódniczkę!!! Jak do tej pory przemieszczał się z godnością, tak nagle ruszył dzikim pędem w moją stronę i porwał się na dramatyczny skok poprzez schowek na rękawiczki! Milimetry dzieliły go od śmieci pod moim trampkiem. Na szczęście już mogłam wyskoczyć z auta, bo stałyśmy na moim podjeździe. Szybko zamknęłam drzwi i wysłałam pająka na wycieczkę do Wir xD

P.S. Daga przeżyła xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu