Hubertus G(ł)uchowo 2015

   W piątek wieczorem - po lekkich perturbacjach drogowych - dotarłyśmy z Mileną do Głuchowa. Jak nazwa wskazuje, miejsce to znajduje się na głuchej wsi. I tu z lekkim niepokojem oczekiwałyśmy na przyjazd Marty, z której to strony groził nam stek wyzwisk, o ile przez pomyłkę powtórzy nasze manewry. Na szczęście jednak Bandzior był lepszym pilotem niż Michał. xD

   Zameldowałyśmy się w bardzo sympatycznym pokoju, gdzie po jednym dniu zrobiłyśmy syf jak w internacie. Poczułam się bardzo swojsko i cofnęłam się w czasie o 10 lat. Do tego jeszcze bonusem był pies Bandzior, skaczący po wszystkim dookoła i rozsiewający fruwające kłaki. (Kawa nie smakuje właściwie bez zwierzęcej sierści).

Widok z okna :-)

    Już pierwszego wieczoru ze szczegółami zapoznałyśmy się z trudnym żywotem Marty, która musi tłumić swoją niechęć do ludzkiej głupoty i poskramiać dzieci na jazdach. A także od czasu do czasu konie, które mają własne zdanie co do przebiegu stanówki i nawiązywania bliskich znajomości... wkrótce okaże się, czy Marta będzie babcią małego fryziątka :-p

     Żeby się odwdzięczyć za gościnę, poszłyśmy pomóc przyklejać etykietki na puchary, które miały być wręczane na Hubertusie i zawodach. Biedny Kris i Michał rozkminiali, jak poprzycinać karteczki, aby zmieścić je na podstawkach. Biorę karteczkę, a tam:

HUBERTUS 2015 GUCHOWO
ZAWODY W POWORZENIU
I MIEJSCE

    Przez chwilę chciałam być trollem i być cicho (pozostali mimo wycinania karteczek niczego nie zauważyli), ale uznałam, że nie powinno się dopuszczać do kompromitacji gospodarza, który daje ci dach nad głową, ciepły grzejniczek, gorącą wodę i chleb ze smalcem. Zgłosiłam więc gotowość do wykorzystania mych cennych umiejętności i poprawy tego błędu, bo co bardziej szyderczy członkowie Luzaka mieliby ubaw do końca życia.

    Niestety, nie zdobyłyśmy sympatii gospodyni, która przyszła do nas i wyciągnęła za fraki Michała z naszego pokoju. Ten sam los spotkał także Waldka dzień później, więc chyba zyskałyśmy sobie złą sławę... no, ale jak to słusznie stwierdziła Marta - nic nie dzieje się bez przyczyny.





    W sobotę czekała nas główna atrakcja, czyli Hubertus! Jechałyśmy z Martą na bryczce bardzo wesołych panów, którzy cieszyli się, że dotrzymujemy im dystansu i poczucia humoru (no cóż, to nie tak, że my dotrzymywałyśmy im poziomu - raczej go lekko obniżyłyśmy xD). No nic, odrobina siermięgi jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;D

Bandzior był bardzo dzielny :-)
Pan z wąsem czyniący awanse XD

I oczywiście trochę widoczków:









    Lisa złapał Kris, któremu tak dzielnie luzakowałam (w zasadzie to przez pół imprezy trzymałam cudze zwierzęta), a na pewno dlatego, że przed gonitwą wytarł z błota ochraniacze, dzięki czemu kobyła była bardziej aerodynamiczna. Albo po prostu to ja przyniosłam mu szczęście (conclusion: kupić kupon totolotka przy następnej kumulacji, pewne przesłanki wskazują na to, że mogę zgarnąć grube miliony).

    Dzielnie kibicowałyśmy koniowi Honorowi zarówno na gonitwie, jak i w skokach. Niestety, para nie zdobyła lisiej kity ani medalu - widocznie powinna sobie staranniej dobierać luzaków. Za to serca wszystkich skradła bardzo kulista haflingerka Marysi, która zajęła 3 miejsce w potędze skoku, skacząc ok 105 cm. Dostała większe oklaski (i sporo szczeków Bandziora) niż zwycięzca konkurencji...

[tu będą fotki z aparatu Mileny :D]

   Po tych jakże wyczerpujących zdarzeniach przyszedł czas na drzemkę i oczywiście... wielką luzacką imprezę!!! Już w tygodniu pytałyśmy Mileny, jak się przygotować na to wiekopomne zdarzenie.
- No wiecie... nie, żeby się jakoś wielce elegancko ubrać, że kiecka i szpilki, ale też to nie będzie grill w bryczesach i roboczych ciuchach. Będziemy na sali, więc w sumie ubierzcie się normalnie.
   I my, naiwne, uwierzyłyśmy w jej słowa! A tu już na miejscu Milena, małpa jedna, mówi, że wzięła koronkową kieckę i szpilki. Bo z reguły wygląda jak wieśniak, więc teraz się wylaszczy. Czyli że co, że Marta i ja mamy odgrywać rolę wieśniaków!? NIEDOCZEKANIE! Marta miała w aucie buty na obcasie, a z pożyczonej od niej tuniki powstała wielce seksi sukienka. Ha! Kasia z Lubosinka chciała nam wywinąć ten sam numer - niby miała przyjść w dżinsach, ale jednak zdecydowała się na kieckę. Jedynie Marysia zirytowała się na nasz widok, bo przyszła w koszuli w kratę. XD

Szamotulsko-wolsztyńska śmietanka towarzyska

Marta: "Też chciałam być na zdjęciu,
ale nie chciało mi się obchodzić stołu dookoła"

Czo ta Kasia XD




   Impreza nie trwała długo, ale była obwita w atrakcje. Po pierwsze - małżeńska bójka. Zirytowany jawnym cudzołóstwem mąż przeszedł do rękoczynów, żona nie pozostała mu dłużna. Plask, plask!
- Paaaaaaacz jak się leeeją - powiedziała Milena. Jacek prawdziwie zaintrygowany przebiegiem sparringu, wlazł na pagórek, aby mieć lepszy widok.
- No ej, ale nie bądź aż tak bezczelny...
- Ale oni idą w kierunku mojego samochodu!
    Na szczęście potem zapanowała zgoda i harmonia, no ale cóż, nie zostało wyjaśnione, co stało się z kwotą 200 złotych.

   Tymczasem odkryłyśmy, że ktoś przypiął psa do huśtawki - bardzo ładnego, długowłosego owczarka niemieckiego. No i tak biedak siedział, przypięty karabińczykiem do króciutkiego łańcucha. Oczywiście Milena bezzwłocznie uwolniła zwierzę, które poleciało do swojego nieodpowiedzialnego właściciela (szkoda, bo Milena już chciała go przyadoptować). Oczywiście nie obyło się bez ostrej reprymendy. Co to za impreza bez porządnej awantury! 

   Na koniec urazu doznał Damian, który tańcując rączo z Marysią wywinął orła, skręcając sobie obydwie kostki. I takie kuśtykające zombie spotkałam na środku drogi, wracając do naszego pokoju. Odholowałam biedaka do wyrka, ale nie było łatwo - na schodach musiał przejść na napęd czworonożny...

   Po nocnych ekscesach typu jedzenie sucharków w ciemnościach (Damian), podstępne zajmowanie śpiwora (Bandzior) oraz wydawanie dziwnych dźwięków (tu jak zwykle przoduje Milena) nadszedł w końcu ranek. I cieszyłyśmy się bardzo, że dzisiaj jest dzisiaj, a wczoraj było wczoraj, bo niby przez okno zewnętrze wyglądało tak samo, ale było znacznie zimniej... 

   Już powiedziałam wszystkim, że jak zorganizują rajd przez Turowo, to będą mieli okazję poznać konia Blankę - jak powiem dużej ilości ludzi, to głupio będzie mi się wycofać XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu