Grill time

Kwadrans przed burzą (która przeszła bokiem)
  
    Bardzo ładne lato mamy tej wiosny, więc trzeba grillować i odpukiwać w niemalowane za każdym razem, kiedy wymsknie mi się "nie pamiętam tak ładnego maja". Marta sadziła swoje kwiatki, a Heniu i Jacek zostali wysłani z misją bibilijnych zakupów (chleb, oliwa i wino). Ja zostałam z zadaniem rozpalenia grilla.
- Nic prostszego - pomyślałam, patrząc na dwie butelki rozpałki, które zostały z poprzedniej imprezy.
Na dwie butelki, w których zostało 0,5 cm na dnie.
    Podpałka nie wystarczyła, papier nie wystarczył - ja coraz bardziej umazana węglem, a tu żaru ani widu, ani słychu. Słaby ze mnie podpalacz. Postanowiłam harcerskim sposobem użyć suchych badyli z bożonarodzeniowej choinki. I tak jakby coś zaczęło się dziać.
- Jakaś tam temperatura jest - stwierdziłam i wrzuciłam na ruszt boczek. Poszłam po talerzyk, nie było mnie 5 sekund, wracam... BOCZEK PŁONIE!!!
    Ale boczek powinno się jeść nieomal przypalony, no nie?
    Jednak bardzo dobry ze mnie podpalacz :-D

 Zdecydowanie kolejność powinna wyglądać tak:
1) gry i zabawy ruchowe
2) obżarstwo.

Odwrotnie jest ciężko XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu