82 dni do wiosny

  Hobbit fajny! Nawet sceny akcji mnie nie nudziły - może to dziwnie brzmi, ale czasami bieganie, pościgi i ucieczki w kinie bywają dla mnie nużące. A tak elfie akrobacje, spływ beczkami i atak pająków-gigantów bardzo mi się podobały. Taka o, rozrywka. Ale widać, że bardzo się postarali przy smoku - nie mogłam odwrócić wzroku od ekranu, nawet jak Karina kusiła mnie paczką chipsów. Genialny! 100% gada w gadzie, bez przesadnej mimiki, a jednak wyrazisty. O prawdziwości smoka - uwaga, spoiler -  świadczy fakt, że nie zaszkodziło mu podtopienie w płynnym złocie. Widać Thorin się naoglądał "Gry o tron". 

Raz, dwa, czy, Smaug paczy

   Plany na sylwestra się krystalizują. Daga szczerze oburzyła się na pomysł przyniesienia wina, bo ma cała piwnicę. Skąd mam wiedzieć, czy jej się flaszki nie pomylą i nie przyniesie mi do picia jakichś weterynaryjno-czarnomagicznych dekoktów? Na szczęście pod dostatkiem będzie orzeszków w panierce, aby zabić smak ohydny a obmierzły. 
   Tak kończę tego wiedźmina i nasuwa mi się to samo kulinarne skojarzenie, co przy oglądaniu ostatniego odcinka Doktora. Widać nie tylko Moffat miał resztki do wykorzystania, Sapkowski też...
    Koń miał dziś dzień na galopy, to dobrze, cieszy mnie to ;) Jutro szczegółowa relacja fotograficzna z dopasowywania siodła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu