Fajnie było wczoraj, moja szefowa się zaręczyła, więc nie mogłam tak po prostu wyjść bez poświętowania. Stół trzeba było rozkładać dwukrotnie, tylu było gości. Przyjechała też Aśka aż z Warszawy i Marcych aż z Suchego Lasu, więc fajnie było się z nimi zobaczyć... oprócz tego, że musiałam Marcychowi grozić widelcem, bo chciał spoilerować Hobbita.
Jestem już w połowie nowego Wiedźmina, ale jakoś ni dupy nie urywa (z wrażenia), ani nie ściska (z żalu). Za to świąteczny odcinek doktora... boże, to tak, jak pieczesz ciastka i wycinasz foremkami kształty. Zawsze zostają resztki spomiędzy wyciętych ciastek, z których robi się kulkę, rozwałkowuje i powstaje jeszcze jeden nędzny pierniczek. I to własnie był ten odcinek. Zeskrobane resztki z sezonów z 11...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
komentarze na moim blogu