Przygoda z kluczem


    
   Wstaję rano i idę na dół, zastanawiając się, co za przypał czeka mnie tego ranka. Nawet nie zdążyłam wyjść na podwórku, zanim dopadło mnie Prawo Przypału. Wczoraj wieczorem Marta zamknęła nas od zewnątrz na klucz i właśnie odkryłam, że nasz klucz działa tylko od zewnątrz. W skrócie: byłyśmy uwięzione i znikąd ratunku.
   Zadzwoniłam do Marty, która zamiast nam współczuć, to prawie posikała się ze śmiechu. Kiedy już skończyła, zorganizowała nam ekspedycję ratunkową w osobie swojego brata. Ale jak podać mu klucze, skoro wszystkie okna zamknięte i bez klamek? Mało rzeczy takk orzeźwia jak wyłażenie o 7 rano na dach, żeby zrzucić klucze na podwórko. Kiedy ja spacerowałam po krawędzi, udało się obudzić Tomka, który nas odkluczył.
   Brat Marty nie rozumiał jednej kwestii.
- Dlaczego trzymasz dziewczyny pod kluczem na ubojni? XD

   Po południu wzywałam prosto z Tesco weterynarza do Drzazgi, która wykazywała szereg niepokojących objawów. Ostatecznie okazało się, że wezwałam w trybie pilnym weta do klaczy... która się grzeje. No nic, badanie krwi w tym wieku na pewno nie zaszkodzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze na moim blogu